sobota, 14 listopada 2020

102. Ja tu tylko zaglądam

 Właśnie przeczytałam z 20 postów Studio parapet i stwierdziłam ŻE MUSZĘ NAPISAĆ. Planowałam zrobić to jutro rano, bo oczy zaczęły mi się kleić, ale jak tylko zgasiłam światło, spać mi się odechciało. Tak więc mamy godzinę 23 a ja leżę w łóżku, ze zgaszonym światłem i piszę na komórce, przyciemnionej do granic możliwości. Cześć to ja Karmel i chyba tylko tu zaglądam.




*Zanim jeszcze zaczniemy, wiadomość do moich rodziców przede wszystkim, osób z klasy, rodziny czy kogokolwiek kto zna mnie osobiście. Było by mi miło gdybyście tego bloga nie czytali, a przynajmniej nie mówili mi o tym, wcale humoru mi to nie poprawia 😊.
~passive agressive Karmel


Ostatni post tutaj pojawił się jakieś pół roku temu, a jak wiadomo ten rok był bardzo… interesujący. Ja jakoś specjalnie go nie przeżyłam, bywały okresy kiedy był to najlepszy czas mojego życia, chciałam nawet napisać, ale coś nie wyszło. Ogólnie to odejście przyszło mi bardzo płynnie. Nie myślałam o blogu, a nawet lpsowy instagram przestał mnie szczególnie interesować. Głównie rysowałam, rysowałam, siedziałam na instagramie, w fandomie Haikyuu, rysowałam, czytałam Muminki, oglądałam tiktoki i hasałam po łąkach. I rysowałam.






Anyways 

Co się działo w ciągu tych 1, 2, 3… 7 miesięcy? Z jednej strony nnic z drugiej strony sporo.

Pamiętam dzień przed zamknięciem szkół. Byłam tą oto szkołą najwyraźniej bardzo zmęczona i potrzebowałam przerwy, więc tego dnia zostałam w domu. I jak widać uniwersum wysłuchało moich błagań i zesłało tą przerwę, cztero miesięczną. Tak więc miałam świetne wyczucie. Nie wiem jak wyglądało ogłaszanie tej strasznej nowiny, czy jakie były reakcje, a także zostawiłam swoje buciki w szatni, co napawało mnie stresem przez kolejne kilka tygodni xd. Jeśli chodzi o nauki zdalne… robiłam tylko to co konieczne. Lekcji na zoomie nie miałam, więc odsyłałam tylko zadania, które tego wymagały i pisałam sprawdziany. Nie jestem przykładną uczennicą, chcę tylko zdać. W sensie jakbym chciała iść na studia to wypada coś umieć i matury dobrze napisać, ale później będę się tym martwić.

Trochę tylko żałuję, że nic nie robiłam z polskiego, i to tak zupełnie nic, bo nic nie trzeba było wysyłać. Mam cały dział, z którego nie przeczytałam ani strony, nie żartuję, i teraz się trochę stresuję na lekcjach, ale w sumie i tak nic bym nie pamiętała.






Na początku kwarantanny byłam wniebowzięta, chciałam nawet napisać na bloga jak miło mi się żyje. Czytanie Muminków na zielonej łące w tle zachodu słońca? No przepraszam ale dla mnie kwarantanna to był raj. Jak się mieszka na wsi (i nie ma potrzeb kontaktów międzyludzkich) to naprawdę można tak żyć. No i była wiosna czyli najlepsza pora roku. Idealna pogoda, idealna długość trawy, ptaszki śpiewają a dni są coraz dłuższe. Tak więc czas ten spędziłam na suszeniu kwiatków i spacerach w nieznane mi rejony (które wcale nie były daleko, po prostu wcześniej nie byłam zbyt aktywna i nie ruszałam się poza ścieżkę do lasu, pola i kawałek jeziora, więc w sumie nie miałam pojęcia jak wyglądają niektóre miejsca wokół mnie).






Później miałam kompletnego doła. Zupełnie bez powodu. Ja już nawet nie pamiętam co to było, ale było mi smutno i nic mi się nie chciało, a zadanie z matematyki, które było chyba moich jedynym obowiązkiem wprawiało mnie w stan,.,, Bliżej nieokreślony.¿?

Tak więc pozwolę sobie to pominąć, bo nie mam pojęcia kiedy, dlaczego ani co, było po prostu chujowo najwyraźniej.








Przyszedł koniec szkoły, poszłam po świadectwa, po spotkaniu z klasą trochę zapragnęłam kontaktu z ludźmi, ale trwało to jakieś 3 dni, później znów się nie przejmowałam. Z nastaniem wakacji nastrój mi się poprawił, więc najwyraźniej to zadanie z matmy wprawiło mnie w tą depresję (ale powiem, że matma to i tak mój ulubiony przedmiot) wcześniej jeszcze robiłam te zdjęcia lps'kom i prawie coś napisałam, ale o tym zapomniałam. W wakacje nie wiem co robiłam? Rysowałam dużo, cały czas, robiłam chyba trochę zdjęć, oglądałam tiktoka i chodziłam nad rzekę robić wieże z kamieni. Niby miałam mnóstwo pomysłów, chciałam wyszywać, zaczęłam robić domek Muminków (który jak pomalowałam na niebiesko, tak stoi, dachu nawet nie zaczęłam robić), miałam mnóstwo dziwnych pomysłów, niewiadomo skąd zainteresowałam się witchcraftem, co minęło mi po tygodniu i zaczęłam robić kolczyki z każdej zawieszki jaką mogłam znaleźć. A no i robiłam zdjęcia robaczkom (nie zdziwcie się jeśli niedługo całkowicie przestanę robić zdjęcia lps i będą tylko żuczki).








Oh god jest prawie pierwsza, powinnam spać

.
.
.
.
.

Nie zgadniecie co. W tym właśnie momencie pisania ↑ poszłam spać. I minął miesiąc. Pisałam to miesiąc temu i dopiero teraz zabrałam się żeby to dokończyć (chociaż bardzo możliwe że znowu o tym zapomnę bo właśnie zaczyna mi się lekcja online). No ale ogólnie to właśnie dlatego przestałam pisać bloga.






Haha nie zgadniecie co, kolejny miesiąc. Nie żartuję, zaczęłam pisać na początku września, a teraz mamy listopad. Tak to u mnie wygląda, mogę napisać 3 strony tekstu w jedną noc, ale zapomnę o tym na następne 2 miesiące (tak samo mam z czytaniem, robieniem domków,… właściwie z wszystkim). Yhh no cóż, zdalne nauczanie znowu się zaczęło, ale póki co mi się podoba, oprócz tego kompletnie przegapiłam jesień i nie mam prawie żadnych zdjęć, mam wielką potrzebę pójść do lumpeksu, ale jak nie ma szkoły to raczej się to nie zdarzy, moja kolekcja kolczyków wynosi chyba z 20 par, a Muminki które pożyczyłam w marcu ciągle u mnie są. Dużo się nie zmieniło. No cóż, nie wiem co miałabym teraz pisać, po prostu stwierdziłam że muszę to w końcu skończyć. I chyba po prostu tu skończę. Chaotycznie jak zawsze.

Nie spodziewajcie się że będę tu częściej pisać, bo tak to właśnie u mnie wygląda. Ale czasami chyba zajrzę, możecie w komentarzach pisać co mnie przez ten czas ominęło :,D… Zayo 👁👅👁!


~Karmel



Zapraszam was na mojego instagrama, nawet jeśli rysunki was nie obchodzą to chociaż się tam udzielam; @littleweaboo, a zdjęcia na @carmellps



Tak właściwie mam tyle zdjęć, z tego pobytu u babci (w tym poście jest tylko małaaa część) i w sumie napisałabym o nich coś więcej więc... No nie zdziwcie się jeśli jednak coś napiszę.

Wiem, że to prawdopodobnie jednodniowe, ale teraz mam ochotę wrócić hah. HAhAh........

piątek, 20 marca 2020

101. Wątpliwości na trzecie urodziny

Dzisiaj 20 marca, trzecie urodziny bloga. I prawdopodobnie ostatnie.


Hejj tutaj Karmel! A dzisiaj świętujemy 3 rocznicę powstania tego bloga. I co do tego początku i tytułu… to nie clickbait.

Ostatnimi czasy sporo myślałam o tym blogu, YouTubie czy ogólnie mojej działalności w internecie. Od kilku miesięcy zaprząta moją głowę fakt kilku kont na instagramie, co zrobić z kanałem, czy być Karmel czy może Miką. No ale w końcu, zaczął się marzec, zaczęłam myśleć o kolejnej rocznicy na którą coś jednak wypadałoby napisać. I mógłby to być jakiś normalny post, special, ale nie wiem czy miałoby to sens, napisać taki post, a następny za kolejny miesiąc, prawdopodobnie ze smutną wiadomością. Więc chyba 3 urodziny to moment na podzielenie się wątpliwościami.



Ostatnio dużo rysowałam, odpaliłam tablet graficzny, zużyłam kolejne szkicowniki na rysowaniu w szkole, mam mnóstwo pomysłów na komiksy i animacje. Ozdobiłam ścianę nad biurkiem rysunkami. Dołączyłam do czatu na messengerze z ludźmi, którzy o lps nie mają pojęcia. Właściwie nie utrzymuję kontaktu z nikim z lpsowego światka. Zamierzałam robić diy, wrócić do nagrywania, ale aparat jest coraz bardziej zepsuty, a statyw już od dawna do niczego się nie nadaje. Nie kupiłam żadnego lps prawdopodobnie od roku. Nie czytałam innych blogów od kilku miesięcy, nawet nie wiem czy nie ominęłam czyjegoś odejścia? Nie napisałam żadnego posta przez kolejny miesiąc. A pisanie tego odkładam kolejny dzień. Prawdopodobnie gdyby nie te urodziny długo by jeszcze nie powstał. Co chcę powiedzieć? Nie wydaje mi się żebym naprawdę chciała dalej pisać. Co prawda sprawia mi to jakąś przyjemność, cieszą mnie komentarze pod nowym postem, atmosfera tej blogosfery. Ale z pewnością nie napawa mnie optymizmem myśl, że znowu nie pisałam przez miesiąc i wypadałoby się odezwać. Szczerze, na codzień nie pamiętam o jego istnieniu.
Czas leci szybko i żyję jako Monika, może Mika, nie Karmel.


Mam wrażenie, że jestem tu jeszce głównie przez sentyment. Nie chcę opuszczać miejsca w którym tak długo mieszkałam. To taka moja świątynia w której mieszkam od dawna, ale ostatnio wychodzę na coraz dłuższe spacery. I chyba czas się przeprowadzić? Bo właściwie to już tu chyba nie mieszkam. Uwielbiam wszystkie blogi, wszystkich czytelników, wszystkich którzy komentują i wyczekują następnej notki, wszystkie dziewczyny które piszą swoje blogi i sprawiają, że to miejsce w internecie jeszcze istnieje. Lpsowa blogosfera to serio niezwykłe miejsce w internecie. Nie jest tak jak na yt, że każdy działa na własną rękę. Link do bloga jednej osoby jest na blogu drugiej, a tam kolejne, blogerki czytają nawzajem swoje blogi, a każdy nowy zostaje szybko przyjęty do grona. I chciałabym dalej tym żyć i codziennie po szkole sprawdzać czy ktoś napisał coś nowego. Ale już tutaj po prostu nie należę. Nie czytam, nie piszę, nie myślę. Niby mówię sobie, że mam pomysły, że lubię to robić, ale wiem że nawet jeśli tak jest najzwyczajniej w świecie nie chce mi się pisać. Bo właściwie nie wydaje mi się żebym kiedykolwiek jakoś bardzo lubiła pisać. Po prostu lubiłam ten blog i was.


Nie mówię, że odchodzę, nie mówię, że robię sobie przerwę, być może jutro będę chciała coś napisać, może za rok, a może już nigdy. Nie wiem.

Zdjęcia ciągle lubię robić, czy dodawanie tylko zdjęć miałoby sens? 

Ale tak czy siak to, że prawdopodobnie znikam z bloga nie znaczy, że Karmel już nie będzie. Być może za jakiś czas faktycznie jej nie będzie ale jeszcze jest na tym nieszczęsnym instagramie. Nie wiem jeszcze czy się przeniosę na któreś konto, może zrobię nowe, może jakieś usunę, nie wiem. Ale w sumie bez znaczenia czy to Karmel, Mika, Monika, Cherry czy ktokolwiek inny. To ja. I ja na pewno nie znikam.


Gdzieś mnie znajdziecie:
@karmel_lps - jak dotąd dodawałam tutaj relacje (bo już dawno temu zdjęcia przeniosłam na drugie konto), ale stwierdzam, że zupełnie bez sensu mieć konto tylko z relacjami, więc całkowicie przenoszę się na:
@carmellps - zdjęcia lps i będą relacje 
@littleweaboo - rysunki, szkice w relacjach, czasem pojawi się coś innego


No cóż, więc tak jak mówiłam nie znikam, ciągle jestem tu i tam, ciągle możecie się ze mną kontaktować, ciągle możecie czytać bloga i oglądać filmy. Możliwe nawet, że co jakiś czas wrzucę tu jakieś zdjątka i coś napiszę. 
Ale póki co dziękuję wam bardzo za te 3 lata. Najlepsze 3 lata mojego życia (nie żebym pamiętała cokolwiek działo się wcześniej). Dziękuję za wszystkie wasze komentarze, wsparcie, rozmowy i wspólne projekty. Na pewno nie zapomnę o tym wspaniałym zakątku w internecie i chętnie będę tu wracać. A właśnie! przecież to już 101 post! Cieszę się że udało mi się dobić to tych 100. No nie powiem opisałam się tu więcej niż na lekcjach polskiego w całym swoim życiu. 
Życzę powodzenia i wytrwałości innym blogerkom, zachęcam także nowe osoby do zagłębienia się w lpsową blogosferę, bo na pewno nie pożałujecie.

Płakać mi się chcę.

Mam nadzieję że mnie nie zapomnicie i czasem zajrzyjcie na Karmelowy blog, a nusz coś się pojawi 😉, no i zajrzycie na instagrama, może coś napiszecie? Ja też postaram się co jakiś czas przeczytać parę postów.
A to nie jest Do widzenia, to tylko 
Zayo!

~Karmel ❤️

A właśnie, mamy wiosnę. Fajnie, nie?






Tak szczerze to już trochę tęsknię.

czwartek, 13 lutego 2020

100. Mała wielka rodzinka

Hejka tu Karmel i jeszcze żyję. Nie wiem na jak długo, ale jeszcze żyję.
I w tym poście nie będę się wygłupiać ani pisać o braku czasu bo uwagauwagaa oto notka numer 100. Powinnam napisać ją już jakiś miesiąc temu, ale oczywiście nie mogłam się za to zabrać. Chciało mi się robić tyle różnych rzeczy, robiłam mebelki, rysowałam {DUŻO}, obkleiłam ścianę rysunkami, obejrzałam tryliard anime, robiłam ubranka dla nendoroidów, przeglądałam Aliexpress, posprzątałam wszystkie swoje graty, obejrzałam wszystkie części Władcy Pierścieni i Hobbita i prawie zabiłam roślinkę. W tej chwili raczej oglądałabym na Pintereście moje ulubione shipy z Haikyuu, ale co chwilę nie ma internetu. Więc piszę.

No i ogólnie to mamy już 2020 wowow 👀. A ja mam 15 lat wwowow. I napisałam już 100 dziwnych rzeczy na tego bloga. To znaczy teraz piszę setną, mam nadzieję, że nie będzie taka dziwna. Powinna być wyniosła i wzruszająca. Nie będzie. Chociaż kto wie, zaczynajmy.

Wiecie czego nie zrobiłam na tym blogu od jakichś 2 lat? Ty dobrze wiesz Foto. Nie uzupełniłam mojej kolekcji. Ale doczekaliście się. Jak zapewne wiecie wymyślanie specjalnych rzeczy to nie jest moja dobra strona, więc stwierdziłam że w setnym poście opowiem co nieco o swojej kolekcji, bo w sumie praktycznie nic o niej nie wiecie. Nie jest to jakoś super specjalne, ale myślę że spoko. I w sumie nie mam pojęcia o czym dokładnie będę pisać i o jak wielu figurkach coś powiem. Let's goo.


Niby bezimienny, ale chyba Lizaczek 
Oto najpierwsiejsze moje dziecię. Szczerze mówiąc z początku go nie lubiłam, bo nie jest on typowym petszopem, ale ma mechaniczne części, jest z innego materiału, a jego główka nie kiwa się, a tylko wysuwa do przodu przez magnes w poidełku. Moje siostry tymczasem miały zupełnie normalne figurki i było mi smutno x,D. Teraz w sumie całkiem go lubię, jednak to pierwsza figurka, więc sentymencik jest. I jest pawdę mówiąc dosyć uroczy >///<. Z początku chyba nie dałam mu żadnego imienia, a Lizaczka prawdopodobnie wymyśliła moja siostra podczas zabawy. Geneza tego imienia chyba jest dosyć logiczna 👅.


Czarny Felek 
Chyba jedna z nielicznych figurek, które sama kupiłam jeszcze w sklepie z zabawkami. Pamiętam, że chciałam wziąć jakiegoś innego króliczka, z którym był jakiś zestaw czy więcej dodatków, ale myślałam że nie mogę, czy rodzice nie pozwolili nie wiem, a moja siostra w tym czasie wzięła zestaw chyba 3 figurek x,D. No cóż, wróćmy do niego. Felek, chyba najbardziej sentymentalna dla mnie figurka. Był albo drugi, albo trzeci… chyba w sumie trzeci, przed nim był jeszcze Misiek, ale mimo to jest dla mnie o wiele ważniejszy. Przez to że znowu był to królik/zając postanowiłam, że będę zbierać właśnie te kształty. Więc trochę ich tu jeszcze zobaczycie. Jeśli chodzi o imię… Pozwólcie że przedstawię wam kilka faktów na jego temat. Kiedy byłam mała bawiłam się w robienie customów xD… Co prawda nie pomalowałam go, ale obkleiłam czarną taśmą, być może jakimś sposobem uda mi się zdobyć zdjęcie z mojego starego telefonu Hello Kitty [udało się], które jako jedno z niewielu się na nim zachowało (za to wszystkie lpsowe filmiki zniknęły :,<), ale ogólnie to wyglądał bardzo spoko 👌. W tamtym czasie kiedy z siostrami bawiłyśmy sie lps, nasze biurko i łóżko były jakgdyby powierzchnią, po prostu światem w którym figurki żyły. Aczkolwiek między łóżkiem, a biurkiem była szpara, było to bardzo niebezpieczne miejsce... prawdopodobnie… W każdym razie nikt nie chciał tam wpaść, nikt oprócz Czarnego Felka oczywiście, który daną dolinę zamieszkiwał. Tutaj także siostra wymyśliła to imię, Czarny Felek z czarnego… czegoś, w sumie nie wiem czy to była dolina, przepaść, dziura... Czarna przepaść? Nie wnikajmy. Kiedy na powrót zdjęłam z niego taśmę został po prostu Felek. Ot taka historia. A jeśli chodzi o to co aktualnie ma na uchu, no cóż... robota Mango, który jako szczeniaczek postanowił spróbować jak smakuje królik.

Musiałam zrobić zdjęcie zdjęcia więc jakość jest jeszcze gorsza, ale jest.

Jak widać króliki mu zasmakowały, oto Irys
Irysek wraz z Pusią to chyba pierwsze lps, które kupiłam na Allegro. Jak mówiłam zbierałam króliczki i króliczkopodobne. Raczej nie zwróciłabym tutaj na niego większej uwagi, ale pogryzienie przez pieska chyba dodało mu znaczenia. Z powodu wypadku nie jest najpiękniejszy, ale wciąż przeuroczy.

Luluś i Chrumcia
Ktoś tutaj może zbiera króliczki? W sumie zastanawiam się czy ich nie kupiłam przed Felkiem… Tak czy siak wszyscy są w pierwszej piątce. Kupiłam ich w zestawie, w którym była jeszcze arbuzowa łódeczka. Zostali pierwszą parą w mojej kolekcji 💗. Chrumcia była także pierwszą dziewczyną, z czego oczywiście bardzo się cieszyłam, bo w końcu mogłam kogoś stroić. No i z tym strojeniem trochę przesadziłam i jej twarz nie prezentuje się teraz najlepiej. No wiecie makijażu trzeba używać umiejętnie x,d... Próbowałam ją naprawić, ale wiele to nie pomogło, chyba kupię nową, bo na prawdę chciałabym żeby mimo wszystko dosyć znaczącą dla mnie świnka wyglądała dobrze… (O dziwo nie mam większego problemu żeby wymienić ją na 'nowszy model', wtedy będę mogła ją normalnie używać, a na nią… szkoda mi patrzeć jak ją zniszczyłam TwT.)

Jeśli ktoś spytałby o moją ulubioną figurkę, powiedziałbym oczywiście Mirabella 
Ją pewnie znacie chociaż trochę. Dostałam ją na Wielkanoc. Była w saszetce i strasznie się bałam, że będzie tam coś brzydkiego, a tu proszę, kotek. Pamiętajmy że byłam wtedy kilkuletnią dziewczynką, więc taki kształt to było najwspanialsze co mogło się zdarzyć. Chrumcia straciła przywileje jedynej dziewczyny, a Mirabella, jako piękna kocica stała się oczywiście modowym guru. xD. Imię wzięło się od śliwek mirabelek, które rosną u mojej babci (gdzie spędzaliśmy tą Wielkanoc). A dlaczego jest ulubiona? W sumie pewnie dlatego, że jest jedna z pierwszych, ekhem najpiękniejsza ekhem, bardzo sentymentalna, zabierałam ją na prawie wszystkie wyjazdy, no i była prowadzącą karmelowych vlogów na moim kanale... Ale nie wiem, po prostu jest 😗💞.

Roxyyy and Fireee 🔥
Z nimi to jest śmieszna sytuacja, bo miałam kupić tylko jedną. Kupowaliśmy je na Allegro i najpierw tata próbował zrobić to na telefonie, ale chyba coś nie wyszło, więc przenieśliśmy się na komputer. Gdzie okazało się, że pierwszy lisek został już wykupiony, więc wzięłam drugiego, bo i tak oba mi się podobały. Jak pewnie się domyślacie, kupowanie na komórce jednak przyniosło rezultaty i trafiły do mnie obydwie. Oczywiście Roxy i Fire zostały ochrzczone siostrami, a nawet bliźniaczkami. Jeśli chodzi o imię Fire, z którego widzowie moi sobie żartowali, wzięłam je z serialu "Pamiętnik gwiazdy", który był nie mam pojęcia czyj, bo już chyba nie istnieje, ale w tamtych czasach go uwielbiałam. Aż się dziwię jak dobrze go pamiętam. No i imię Fire nosiła przyjaciółka głównej bohaterki, którą chyba bardzo lubiłam. Ahhh chciałabym to obejrzeć >.<. A no i kiedyś próbowałam robić serial o tych oto dwóch siostrach, ale skończyło się na pierwszym odcinku. W sumie wciąż bardzo lubię tą historię :].

Ktoś chcę kawy? Ktoś chcę Inki?? Inkaaa
Początek mojej miłości do szopów. Kiedy ją zamawiałam miał być to chłopak, ale przyszła do mnie ubrana w kokardkę… przekonano mnie.  W sumie nie wiem co mogę o niej powiedzieć. Ktoś chcę kawy?

Konan 🎎
Oto i nasza mała Chinka. No i pół Japonka. Może w świecie lps nie ma takich krajów i ona jest z jakiegoś zupełnie innego. Nieważne. Pamiętam kiedy z moją siostrą wracałyśmy z galerii i po drodze wymyśliłam cały jej życiorys. O którym zresztą możecie poczytać w shoppingu całkowicie poświęconemu jej. Strasznie ją lubię, mimo że jest z nowej generacji to jedna z moich ulubionych figurek. Uwielbiam zarówno postać jak i samą figurkę. Jest taka słodka >///<. 

Ktoś zastanawiał się skąd adres bloga? Cherry 
To właśnie przez nią prawie zostałam CherryLPS. Ale jednak postanowiłam zostawić to imię tylko dla niej. Pamiętam kiedy zobaczyłam ją na allegro pierwsze o czym pomyślałam to lody wiśniowe. Nie wiem skąd to silne skojarzenie, mam nadzieję że wy też je widzicie. Od razu wiedziałam że to musi być moja maskotka a mój kanał to będzie CherryLPS. No nie wyszło. Pamiętam jak robiłam nagłówek bloga z jej zdjęciem z internetu, a później pierwszy raz użyłam aparatu robiąc jej (tragiczne) zdjęcia. To były czasy 😆.


Wendy
Ciągle w sumie nie wiem czy jest oryginalna, na 90% nie. Ale chyba każdy wie co zaraz powiem. Tak, jest ładniejsza od oryginału. Kupiłam ją za 20 zł z Chin, tuż przed wielką falą podróbek. Więc w sumie dziwne że jest tak dobrze zrobiona. Zapoczątkowała lawinę zdarzeń która doprowadziła do powstania tego bloga. To właśnie jej mnie zawdzięczacie xD. Chociaż nie wiem czy jest co zawdzięczać.

Nie mogło tutaj zabraknąć Jodie
Z początku nie zwracałam na nią szczególnej uwagi, ładna w sumie i tania była no to kupiłam. I się zakochałam. Nie wiem jak wymyśliłam jej charakter jej historię, ale chyba nawet jej nie wymyśliłam bo ona po prostu taka była. Na prawdę, jakoś od razu wiedziałam jaka ona jest i nawet jak się nazywa. W sumie to mam teraz pustkę w głowie i nie wiem co mogę o niej powiedzieć, ale po prostu kocham ją całym serduszkiem.




Treat or Tricky..? No albo Franek
Chyba można powiedzieć, że Tricky to moja maskotka. 
Zobaczyłam ją pierwszy raz na Allegro i od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. Ma serio oryginalny design i jest niezbyt popularna bo widziałam ją u kogoś albo na sprzedaż jakieś 4 razy. Więc strasznie się cieszę, że na nią trafiłam ùwú.

Przywołuje też wspomnienia o moich instagramowych grupkach, gdzie została ochrzczona jako Franek 😅. Ojeju, ale te grupy były fajne, ale fajnie było pisać z ludźmi z lpstuba, ojoj ale było miło. Czy ten nasz blogowy Discord jeszcze funkcjonuje 👀?..



Czy ten post nie jest już trochę długi? Chyba czas kończyć. W sensie mógłby być dłuższy, ale byście się go za szybko nie doczekali.
Hm, no podoba mi się to co tutaj napisałam. W końcu coś się dowiedzieliście o historii niektórych zwierzaczków. Z założenia miało być to bardziej o nich jako postaciach, ich charakterach i historii, ale w sumie podoba mi się że wyszły z tego takie wspomnienia.
Żeby zobaczyć resztę rodzinki zapraszam tutaj, na nareszcie uzupełnioną zakładkę 😅. Kilka z nich wciąż nie ma imion więc możecie napisać tam propozycje.
No cóż... przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten post, ale wiecie jak to u mnie jest. Nie chcę mi się zabrać, w końcu się zabieram i piszę całego posta, ale z samym zakończeniem zwlekam jeszcze 2 tygodnie. Tak było, nie kłamię. I w sumie nawet jeśli zwlekałam to zakończenie wyszło słabo meh. 

Ale już po prostu bye bye, trzymajcie kciuki żeby powstało tutaj kolejne 100 notek i do następnego!
~Karmel ❤️