sobota, 20 marca 2021

105. 1/4 życia

Hi there~


Dzisiaj niezwykły dzień, ktoś wie co to 8)? Otóż dzisiaj mili państwo mamy 20 marca 2021 roku co oznaczaaaaaaaaaa 4 URODZINY BLOGA!
I tutaj powinnam powiedzieć "ALe zleciało! To już 4 lata...", ale jest wręcz przeciwnie. Jeśli chodzi o rzeczy, które wydarzyły się rok temu, mam wrażenie jakby było to miesiąc temu, ale to co było 4 lata temu... No czuję się jakby minęło ich co najmniej 8. Naprawdę, mam wrażenie jakby 2017 był wieki temu. Chociaż może to też dlatego, że na początku bloga pisałam bardzo często, a później coraz rzadziej i rzadziej, więc 105 postów w 4 lata wydaje się nierealne... Albo po prostu się starzej- Chwila... Czy to znaczy, że na LPStubie byłam tylko jakieś 2 lata??? To już kompletnie nie ma sensu.



Tak czy siak, 4 rocznica założenia bloga. I szczerze nie mam pojęcia o czym napisać. Odkładałam pisanie aż do dzisiaj i dalej już nie mogę odkładać, a pomysłu, weny, czy jakichkolwiek przemyśleń ciągle nie mam. Nawet nie chce mi się pisać o dzisiejszym dniu czy co ostatnio porabiałam, wybaczcie, dzisiaj naprawdę nie jest mój dzień na pisanie.



Po prostu dzięki za te 4 lata i że mimo że prawie odeszłam ciągle tu zaglądacie i czytacie i komentujecie i czekacie, dziękuję. I dziękuję 12-letniej sobie, że założyła tego bloga. Strasznie się za nią wstydzę, ale to akurat była dobra decyzja 😌 dzięki.

A w sumie 4 lata to 1/4 mojego życia... Chyba jednak całkiem sporo.

Kocham was wszystkich, wiem że ten blog już ledwo zipie, ale mam nadzieję, że za kolejne 4 wciąż będę tu jeszcze zaglądać i wy też ;3;

Byee, wyczekujcie nowych postów!


A teraz lecę oglądać sk8 >_>

wtorek, 2 marca 2021

104. Zanim zima się skończy


No hej no hejj
Witajcie towarzysze. Jak tam nowy rok xD? 
Tym razem nie pisałam przez.... 3 miesiące. Nie tak źle. Wymówek nie mam, ale chyba nie są potrzebne bo ostatnio mówiłam, że będę tu zaglądać w zupełnie losowych odstępach czasowych, więc nie zdziwcie się jeśli kolejny post pojawi się jutro, a następny w czerwcu. 
Trochę więcej problemów jest z moim instagramem, gdzie również nic się od grudnia nie pojawiło... i to po prostu moje lenistwo, nie chciało mi się edytować fotek. Ale jakie wielkie to lenistwo, zważając, że nawet miałam trochę zdjęć przerobionych i po prostu musiałam je wybrać, przesłać i wstawić. No przez 3 miesiące ciągle tego nie zrobiłam, a ostatnie posty to zdjęcia jeszcze z wakacji. I mam tych zdjęć z wakacji do wstawienia całą masę + trochę zdjęć z jesieni + no i jeszcze z zimy, ale te przynajmniej w końcu przerobiłam i będę mogła je wstawić... Uznajmy, że pory roku na moim instagramie nie istnieją.




Dobra dobra, rozgadałam się o instagramie, a jesteśmy na blogu i tutaj.. pory roku w jakimś stopniu chyba jeszcze istnieją, dlatego coraz mniej śniegu za oknem i fakt, że zaczął się marzec, pospieszają mnie do napisania tego postu. Z zimowymi zdjęciami.

Nie zrobiłam ich w tym roku dużo, chociaż i tak pewnie za dużo jak na jeden post. No, ale zima to była niezła. Co prawda na święta śniegu zabrakło, ale już styczeń bieeeelutki. Przed moim domem stanęło nawet iglo, zbudowane przez mojego brata i tatę, ja za bardzo się z domu nie wychylałam. No, ale kilka razy (dosłownie) wyszłam i trochę fotek popstrykałam. W sumie głownie to robiłam zdjęcia widoczków, bo ani roślin nie ma, ani robaczków, ani gdzie postawić petshopa, żeby zdjęcie było ciekawe, no wszędzie biało i jeszcze zimno w nos, a ośnieżone góry zawsze ładnie wyglądają.







No, ale chyba moje ulubione zdjęcia były zrobione przed domem, na samochodzie. A są to śnieżynki.







Zawsze podziwiałam te zdjęcia płatków śniegu w wielkim przybliżeniu, tak że było je dokładnie widać, a tu proszę, wychodzę przed dom i mogę je zobaczyć gołym okiem i sama zrobić im zdjęcia. Chociaż żałuję, że nie mam jakiegoś obiektywu, z którym wyglądałoby to jeszcze lepiej. Tak więc chodziłam wokół samochodu, robiąc zdjęcia i nie mogąc się nadziwić czemu są takie wielkie i dobrze widoczne.
 No i zrobiłam jeszcze parę zdjęć z Oskarem, nie widać tutaj płatków tak dobrze, ale i tak je ubóstwiam.






A no i udało się też kilka uchwycić na petku.




Hmm o czym by tu jeszcze dzisiaj napisać... Nie wiem, niby minęły 3 miesiące, ale jak się tak pisze to nie wiadomo co się w tym czasie wydarzyło. OH. Mam 16 lat. Okay, niezwykłe, czy coś jeszcze....... O, ostatnio zaczęłam malować✨, tzn w soboty spędzam teraz czas w pracowni mojej mamy, która prowadzi zajęcia plastyczne, no więc się z nią zabieram i sobie coś tam maluję i przy okazji mogę wyjść do lumpeksów. W sumie bardziej interesuje mnie to niż malowanie XD. No nie byłam w mieście przez 4 miesiące, więc teraz korzystam. Jeśli chodzi o malowanie, jest to całkiem przyjemne, ale też strasznie wkurzające i nie mam żadnych pomysłów co malować, więc nie wiem ile to potrwa. Moje pierwsze dzieło to typowy widoczek z górami i jeziorkiem, który skutecznie odstraszył mnie od nieba, gradientów, odbić w wodzie, gór też, malowałam go praktycznie od początku chyba z 5 razy, aż farba zaczęła pękać, nie polecam malowania na kartonie. No i nie skończyłam tego obrazu i raczej nie zamierzam, chyba następnym razem ulepię coś z gliny.
Ale przynajmniej upolowałam trochę ciuchów w lumpach, ahh ale mi tego brakowało, uwielbiam edukację zdalną i nie mam jakiejś wielkiej potrzeby wychodzenia czy spotykania się, ale lumpeksów to mi jednak brakowało.









No dobra to chyba tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że nie tęskniliście za bardzo i nie będziecie jeśli znów zniknę, chociaż coś czuję, że niedługo coś napiszę. Może trochę jesiennych zdjęć na wiosnę? A za niedługo rocznica...

Cześć ;p


A no i piszcie co tam u was, ja się czuję jakbym ostatni post pisała tydzień temu, ale może u was coś ciekawego się wydarzyło, całusy~

sobota, 28 listopada 2020

103. Światłocienie


No witajcie.

Nie spodziewaliście się mnie tak szybko, co? Ja właściwie od opublikowania ostatniego posta się spodziewałam. Czy to oznacza, że wracam? Nie koniecznie, powiedzmy że tak naprawdę nigdy nie odeszłam, po prostu nie pisałam przez 8 miesięcy i może się zdarzy, że nie będę pisać przez kolejne 9 miesięcy, a może jutro wrzucę post pełen zdjęć, bez tekstu. Kto wie.








No i dzisiaj post zdecydowanie bardziej zdjęciowy, bo nie mam pojęcia co powiedzieć. Zdjęć miało być o wiele mniej, kilka zdań i kilka fotek, ale... Wiecie jak to jest, zazwyczaj inaczej niż miało być. Niby dobrze, że lubię swoje zdjęcia, ale kiedy dochodzi do opublikowania ich jest ciężko i kończy się na ym, że nawet jeśli staram się usunąć jak najwięcej i tak zostaje z 50.

Tak czy siak, zaczęło się w sobotę rano jakieś 2 tygodnie temu. W Dolinie Muminków w końcu zawitała wiosna. Emm to znaczy ni stąd ni zowąd pojawiło się ✨słońce✨. Jak dotąd dobrej pogody za bardzo nie było, więc jakże cieplutki i słoneczny dzień musiałam wykorzystać. Ale tym razem nie wychodziłam na łowy do lasu (właściwie później poszłam, ale gdybym miała tutaj dodawać te zdjęcia to byłaby duża przesada), ale zostałam w domu i jeszcze w piżamie zaczęłam robić fotki.







Zaczęłam od suszonych roślinek wiszących nad moim biurkiem. Może nie jest to najlepsze miejsce, zważając na to, że tak właściwie wiszą na drzwiach szafki i kiedy ją otwieram, sypią się na biureczko, ale chociaż cienie fajne. Później wzięłam butelkę, szklanki, tablet, wszystko co odbija światło, pierwszego z brzegu petshopa i zaczęła się zabawa.  Naprawdę nie wiem ile ja siedziałam przy tym biurku, w piżamie, pogarbiona, na stosie poduszek, obracając szklanymi przedmiotami, ale chyba było warto.



Ale najlepsze zaczyna się właściwie tutaj. W moje łapki dostały się płyty cd. Już od jakiegoś czasu wisiały na ścianie, ale głupia ja przykleiłam je w miejscu gdzie światło praktycznie nie dochodzi, więc nawet nie wiedziałam jakie świetne efekty dają.










Jak widać... nieźle. Te zdjęcia nawet nie są za bardzo edytowane, a jedyne czego używałam do ich robienia to 2 płyty, butelka i naturalne światło wpadające do pokoju.
Później przykleiłam te płyty w innym miejscu i następnego dnia na lekcjach online towarzyszyły mi tęcze *^*. Teraz mam ochotę obkleić całą ścianę, ale gdzie ja tyle płyt znajdę to nie wiem.





I tutaj by się skończyło gdyby nie to, że kilka dni temu znalazłam kolejne źródło fajnych cieni. Mój kocyko-szaliko-sweter, czy po prostu wielki szal, pod światło wygląda po prostu- no po prostu zobaczcie. 
Ogólnie ostatnie dni często słoneczne i prawie codziennie miałam okazje pobawić się płytami, szklankami i wszystkim błyszczącym co wpadło mi w ręce (czego efekty mogliście zobaczyć w relacjach na moim instagramie), światło to jednak coś.













No to teraz chyba wszystko. Mam nadzieję, że zdjątka się wam podobały. Dużo tekstu nie było, ale jeśli zamierzam coś tutaj w ogóle dodawać i nie pisać jednej notki 3 miesiące, tekstu raczej dużo nie będzie. No cóż, do następnego, oby nie za rok. Byee~



...
Dobra, macie jeszcze fajne chmurki.






A to za kulisami. Teraz naprawdę pa 👋


~Karmel